Od pewnego czasu chodzę na terapię i jest ciężko. Fizycznie i psychicznie. Za każdym razem inaczej. To, co tam się dzieje, jest od dłuższego czasu we mnie. Sam jestem lekiem i sam jestem leczony - na tym polega praca w grupie.
Fizycznie pot leje się jakbym węgiel przerzucał na zimę do piwnicy. I tak już parę razy. Na początku życie i terapia obok, a teraz równocześnie żyją sobie we mnie. Współistniejąc tworzą nierozerwalny związek uczuć i myśli przeplatany chwilami rozbłysków, natchnień smutku, radości i zadumy.
Niczym dziecko, które od płaczu do śmiechu potrzebuje kilku chwil, nastroje się zmieniają. Ja się zmieniam, obserwuję siebie i innych. Kopię w środku swojej duszy tunel do najmroczniejszych zakamarków. Chcę wpuścić tam światło nadziei i miłości. Uzdrowić sam siebie. Dać siebie samego na tacy. Zapłakać, rozpruć zabliźnione rany i pozbyć się tego, co we mnie siedzi.
Sam nie wiem do końca co tam znajdę. Boję się.
Wiem jedno. Tylko bycie ze sobą szczerym przyniesie ulgę. Jeśli nie ucieknę i skończę to, co zacząłem wiem, że wygram sam ze sobą w pierwszej potyczce ze słabościami i pokiereszowaną duszą.
Wtedy na nowo odkrywać będę kim jestem i kim chcę być. Podążając w stronę wolności. Choć nie jest to łatwe i przyjemne. Polecam każdemu kto się waha.
Pozdrowienia i podziękowania dla żony. Za to, że jest.
Po raz kolejny zniknąłem na kilka miesięcy. Ostatnim razem obiecałem sobie, że to ostatni raz i nic z tej obietnicy nie wyszło.
Wracając na tory, sapię jak lokomotywa Juliusza Tuwima. Brak mi oliwy do smarowania szarych komórek. Niektóre z moich połączeń neuronowych kompletnie zgubiły swoje ulubione komórki. I tak błądzą w poszukiwaniu swojego miejsca.
Ostatnio, dzięki żonie, wpadła mi w ręce książka stanowiąca wyzwanie. Zmusza swoją powierzchownością do zastanowienie się nad jej głębią. Często padają w niej sformułowania, które dają wyraźny impuls życia.
Czym więc jest ten nasz byt tu na ziemi?
Zbiegiem przypadków?
Proste i skomplikowane. To, co lubię. Ilekroć staram się znaleźć odpowiedzi na proste pytania, stają się one kręte jak każde życie na ziemi. Czy jesteśmy tylko pyłkiem spadającym z kwiatów Stwórcy? Czy jesteśmy ziarenkiem piasku miotanym wiatrem na pustyni życia? Połączenie tych pytań z koktajlem następnych powoduje zamieszanie w głowie.
"Być albo nie być - oto jest pytanie" - o tym, między innymi, jest ta książka. Jedną z prób odnalezienia sensu bytu ludzkiego tu, na ziemi, poprzez historie ludzi, poprzez zdarzenia, słowa, myśli, uczucia. To, co nas definiuje jako ludzi, jest niezrozumiałe. Jest zmienne. Ale jak bardzo ważne dla każdego z nas.
Każdej chwili czas poświęca swoją uwagę. Skupia wydarzenia, które rozwijają się niczym szron na szybie.
Są piękne i zimne. "Nieznośna lekkość bytu" jest książką o miłości. Jest pełna poszukiwań. Pytań, na które sami musimy sobie odpowiedzieć.
Czy tytułowa lekkość naszego życia jest dla nas błogosławieństwem czy przekleństwem, z którym nie potrafimy sobie dać rady? Chcemy czy musimy? Pragniemy czy nienawidzimy? Jak zawsze ciepło i zimno naszego serca spotyka się w nas tworząc uczucie. Wystarczy się w nie wsłuchać.
Dzisiaj nie jest tym, co było wczoraj i nie będzie tym, co będzie jutro. Każdego mężczyznę czeka długa i pełna niebezpieczeństw droga do stania się skałą i opoką.
Prawie każdy ma swoją drogę dojścia na sam szczyt. Często jednak kopiujemy nieświadomie swoje zachowania od naszych rodziców. Im bardziej zaprzeczamy, że tacy nie jesteśmy, tym (paradoksalnie) się nimi stajemy, co dobitnie pokazuje ten film. Tylko ciężka praca nad sobą i pomocna dłoń fachowej opieki ze strony terapeuty lub bardzo bliskiego i obiektywnego przyjaciela potrafią nas nakierować na właściwe tory.
Odkrywanie samego siebie jest niczym podróż dookoła świata za czasów Magellana. Jest podróżą w nieznane klimaty, bujną roślinność przepełnioną tysiącem kolorów. Walką z samym sobą, ze strachem. Dzisiaj jest nowy dzień, nowy etap naszej ziemskiej podróży. Mój nowy dzień, w którym odkryję dlaczego męskości jest się tak trudno nauczyć.
Pierwszym wzorem młodego chłopca, który powoli wyrasta na mężczyznę, jest ojciec. Chyba, że ojciec zabija tego mężczyznę we własnym potomku, a często się to zdarza. Wystarczy tylko jedno nieopatrzne zdanie, które wryje się w pamieć i zostanie tam na zawsze. Wystarczy bagatelizowanie problemów. Brak rozmowy i zaufania. Potem chłopiec szuka innych wzorców. Nie zawsze najlepszych. Stara się uczyć być mężczyzną . Dostaje sprzeczne przekazy i wartości. Widzi zachowania swoich rodziców, a jednocześnie słyszy od nich, że tak się nie robi.
Później dorasta. W przekonaniu, że jest prawdziwym facetem, co szybko weryfikuje życie, stawiając go przed prawdziwymi wyborami. W świecie, gdzie wszystko jest napędzane przez konsumpcjonizm, nie potrafi się odnaleźć. Coraz szybciej, coraz mocniej. Wywierana jest na nim presja, żeby był tym, kim nie chce być. Sam nie wie kim jest?
Tu załamuje się, nie widzi rozwiązań. Nie ma w kim znaleźć prawdziwego oparcia. Gubi się i popełnia katastrofalne w skutkach decyzje. Stereotypy nie pozwalają prosić o pomoc. "Sam sobie poradzę". Tak wielu odpowiada sobie w myślach. Rywalizacja na polu facet-facet dobija w nim resztki człowieczeństwa. Skazany na samotność popada w nałogi. Użala się nad sobą. Zapija. Ucieka przed rozmową.
Potrafi już tylko rozmawiać wulgarnie o kobietach i o samochodach. Rozmowy są płytkie, szorstkie, nasączone adrenaliną. I jak trotyl czekają na iskrę, żeby wybuchnąć. Dać upust żalom, złości.
Kontakty w relacjach męskich i chłopięcych od zawsze naznaczone były duchem rywalizacji i adrenaliny. Nie neguję, że to jest złe. Każdy chłopiec, każdy facet potrzebuje tego jak wody. Inaczej usycha. Jednak często rywalizacja i adrenalina są wykorzystywane nie tam, gdzie trzeba.
Bo jak nazwać "sport", który polega na tym, ile panienek się zaliczyło?
Bo jak nazwać "sport", w którym liczba wypitych kieliszków wódki określa męskość?
Bo jak nazwać chodzenie sto dwadzieścia metrów nad ziemią bez zabezpieczeń po dźwigu i nagrywanie tego na YouTube?
To nie w tę stronę. W tytule postu jest fragment piosenki. Teledysk opowiada o tym jak to niewidzialna siła zmienia nas i wymazuje nasze stare ja. Stajemy się kimś innym w parę chwil. W życiu tak nie ma.
Jak być prawdziwym facetem?
Na to pytanie nie ma jednoznacznej i krótkiej odpowiedzi. Są jednak mądre książki, które pomagają zrozumieć nas samych. To one i moja żona zainspirowały mnie do napisania tego postu. Jest w nich nie tylko odpowiedź kim jest mężczyzna. Jak funkcjonuje działa i myśli. Jest też o kobietach, które są nieodzowną częścią życia mężczyzny.