niedziela, 6 kwietnia 2014

63. Łakomstwo

Łakomy jestem i to strasznie. Nawet jakbym bardzo się starał, to mi nie wychodzi walka z tym nałogiem albo moje działania są zaledwie krótką chwilą opamiętania. Skłonność do podjadania i obżerania się powraca do mnie niczym bumerang. Słaba wola w tej dziedzinie mojego życia upośledza mnie i ogranicza.

Jest post, więc powinienem walczyć z tym nałogiem lub zmniejszyć jego częstotliwość. Skłonności do zajadania emocji wpychają mnie wprost pod koła otyłości. Z nadwagą jestem na "ty" od ósmego roku życia. Z otyłością rozstałem się jakiś czas temu, ale ona nie chce o mnie tak szybko zapomnieć.

Motywowanie samego siebie działa do pewnego stopnia, potem jest już tylko gorzej. Brak szacunku do swojego ciała i traktowanie go po macoszemu powoduje chaos i błędne koło w mojej głowie, a to ona jest źródłem większości problemów.

Denerwuję się i jem. Przejmuję się i jem. Nudzę się i jem. Gruby jestem i gdy to widzę, to jem i wcale nie jest mi z tym dobrze. Muszę chyba powiedzieć o tym na grupie terapeutycznej i zacząć walczyć na poważnie, bo w takim tempie otyłość stojąca za drzwiami wprowadzi się do mnie bez zapowiedzi, zajmując najlepsze miejsce w domu.

Żona próbuje mnie motywować prośbami i groźbami, ale dopóki sam w sobie nie znajdę motywacji do działania i konsekwencji,  nic i nikt mi nie pomoże.

niedziela, 23 marca 2014

62. Niedzielne rymy

Leniwa niedziela ciągnie się ospale.
Za oknem wiatr, słońce i deszcz holują wiosnę ociężale.
Zima za rogiem czai się w odwrocie, a żona skrycie marzy o kocie.
Kwiaty już kwitną ochoczo, a my wszędzie chodzimy piechotą.
Choć czasem słoneczko zaświeci, myśli uciekają jak niesforne dzieci.
I błądzą po lesie w ciemności i mroku szukając polany pełnej miłości o zmroku.
Ptaki śpiewają, muchy latają.
Siedzę sobie i patrzę na wszystko, a żona mówi: "masz wielkie brzuszysko".

niedziela, 16 marca 2014

61. Jak sobie nagrabić

Znowu dałem dupy, nagrabiłem sobie u Karioki. I to nie na żarty. Niby nic, ale ciągnie się to za mną jak guma z majtek. Nie pierwszy (mam za to nadzieję, że ostatni) raz nie dotrzymałem obietnicy. Przez swoje gapiostwo i nadgorliwość znów się spóźniłem na randkę z własną żoną.

Niestety - nie pozostało to bez echa, bo po raz kolejny nawarzyłem sobie piwa, które musiałem wypić. Na szczęście potrafimy ze sobą rozmawiać i wybaczać. Dziękuję Ci żono za to, że mnie kochasz, za to, że wybaczasz i przepraszam, że zawiodłem Twoje zaufanie.