niedziela, 22 lipca 2012

36. Post pokutny - a co - zasłużyłem sobie

Nabroiłem ostatnio sporo. Mało nie doszło do scen dantejskich. Żona pękła i wylała na mnie całą swoją złość i żal. Zabolało, bo miało boleć. Miało to coś we mnie zmienić i wstrząsnąć niczym defibrylator.

Jestem nieposkładany i często moje postanowienia co do poprawy idą w łeb. Przez chwilę jestem niczym tęcza - ładny i kolorowy. Potem znikam i staję się nudny i szary. Pozbawiony radości z kolorów życia. 

Mam bardzo dobrą żonę. Dba o mnie, jest mi bliska i mogę na nią liczyć. Zawiodłem ją tym, że straciłem blask życia i ją zaniedbałem w pewnym istotnym aspekcie życia. Chęci mam dobre, ale często zapalam się i wypalam - tak szybko jak noworoczne sztuczne ognie.

Często mój głos rozsądku przyćmiewa moje zapędy. Do zmian. Nie jestem bez winy. Nagrzeszyłem zaniedbaniem. Teraz się zmieniam i mam nadzieję, że to nie będzie trwało dłużej niż dotychczas. Karioka jest wymagająca i to powinno pomóc mi stawiać poprzeczkę coraz wyżej.

Trzymajcie za mnie i za nas kciuki. Modlitwa też się przyda.

sobota, 7 lipca 2012

35. Przyzwyczajenia

Każdy z nas ma swoje przyzwyczajenia. Jak często jednak o nich przestajemy myśleć? Stają się naszą drugą naturą. Ukrywają się przed naszymi myślami. Tak po prostu robimy coś i nie zastawiamy się dlaczego to robimy i w jaki sposób.

Są setki takich zachowań w różnych dziedzinach życia i przytoczenie choćby części zajęłoby ze sto lat. Jest jednak jedna kwestia, o której chciałbym wspomnieć.

Załóżmy, że nasze przyzwyczajenia można zaprogramować. Wizja straszna, a jakże prawdziwa. Każdego dnia wielkie koncerny myślą, jakby zaprogramować nas - konsumentów, abyśmy korzystali z ich usług i produktów.

Wielkie głowy i spece od reklamy próbują nam wcisnąć swoimi sposobami wszystko to, za co im zapłacą zleceniodawcy. Wystarczy w nas wywołać pożądanie jakiegoś produktu i wcisnąć nam, że jest on niezbędny niezastąpiony, jedyny w swoim rodzaju. I że nasze  stare przyzwyczajenia już się nie liczą, bo można coś zrobić szybciej, łatwiej, itd., a to tylko tylko czubek góry lodowej. Potem daje się jeszcze jakiegoś VIP-a, który w reklamówce zachwala produkt i przepis na sukces gotowy.

Popieram postęp technologiczny, żeby była jasność. Ale nie za cenę tego, że produkty ledwo co wyprodukowane po gwarancji, często nadają się do kosza. A wszystko w imię wzrostu gospodarczego poprzez zwiększenie konsumpcji. Błędne koło się zamyka. Portfele bogatych są jeszcze większe, a konsumenci i przyroda cierpią na tym najbardziej.

Więc czasem warto trwać przy swoich starych, dobrych przyzwyczajeniach. Szanować samego siebie, nie dając sobie wyprać głowy w reklamach i jednocześnie dbać o naszą kruchą przyrodę.

sobota, 9 czerwca 2012

34. Byli sobie faceci

Pisałem o kobietach i myślałem też o nas - mężczyznach. Długo nie musiałem szukać, by znaleźć całą masę niedoróbek z naszej strony. Nie potrafimy się ubrać, nie jesteśmy uczuciowi i tak dalej. Niektórzy niestety o higienę osobistą też nie potrafią zadbać. Ale to standard, który niestety wpisany jest w nasz stereotyp.

Stereotyp macho. Jestem człowiekiem, który na każdym kroku swojego życia stara się patrzeć na świat i na ludzi mądrym okiem. Należę do gatunku mężczyzn, którzy przełamują się i  nie boją się okazywać swoich uczuć w stosunku do kobiet. Nie ukrywam się z nimi po kątach. Czasem wręcz moja Żoneczka odgania mnie, bo jestem  upierdliwy w tym temacie. Mam ochotę ją cmoknąć, to cmoknę, co czasami kończy się małą kłótnią, że nie ma teraz na to czasu. Słuchając czasami niektórych moich męskich znajomych śmieję się i płaczę jednocześnie.  Opowieści o podbojach i sposobie traktowania kobiet są jak dobry kabaret. Szczególnie jak są w grupie każdy chce się pokazać jakim jest pseudo kogucikiem. A jak nagle niespodziewanie pojawia się małżonka to stają się wtedy tacy malutcy, potulni i mili. Aż miło popatrzeć.

Wiem, że kobieta sprawia, iż facet staje się łagodniejszy; że z dzikiego i narowistego mustanga hasającego nieskrępowanie po polanach staje się zwykłym szarym konikiem zaciągniętym do bryczki o wdzięcznej nazwie rodzina. Kiedyś gdzieś przeczytałem, że to właśnie kobieta łapie delikwenta na lasso, robi z niego mniej atrakcyjnego, żeby jakaś inna klacz mu go nie podebrała, a gdy się zorientuje co zrobiła to załamuje się, bo wcale nie tak chciała. 

Trudno czasem jest zachować złoty środek. Być dobrym mężem i jednocześnie prawdziwym macho. Niektórzy twierdzą, że takowy nie istnieje. Świat dzisiaj stoi troszkę na głowie. Kobiety robią to, co kiedyś robili mężczyźni, a mężczyźni robią to, co kiedyś robiły kobiety. Złoty podział ról został już dawno obalony. Upadł jak mur berliński. Stopniowo, po drugiej wojnie światowej kobiety zaczęły przejmować stery na każdej lini.

Co będzie dalej z facetami? Jak śpiewała kiedyś pewna pani: "gdzie ci mężczyźni - wspaniali tacy..." Niektórzy twierdzą, że grozi nam nawet wyginiecie. Ale to nieprawda. Według mnie każdy powinien być sobą, nie oglądać się na innych. Nie postępować według schematów zachowań. Czuć, myśleć i być wolnym od wszelakich stereotypów. Nie o tym chciałem do końca napisać, ale tak jakoś wyszło. Odnoszę wrażenie, że dotykam kawałek jakiegoś tematu i go zostawiam, ale to tak celowo, żeby się nie rozpisywać.